Skip to content
Szlak Oregonu, część pierwsza: odkrywanie Portland  i doliny Columbii
Tanie zwiedzanie

Szlak Oregonu, część pierwsza: odkrywanie Portland i doliny Columbii

Autor: David Szmidt
6 min czytania
6 02 Dec 2022

Zwiedzając miasto i jego okolice, przekonasz się, że Portland jest przyjaznym, żywym, artystycznym miejscem. Do tego malowniczo położonym i oferującym zaskakująco dużo atrakcji.

„Dobrze, ale dlaczego Portland?” To mogłoby równie dobrze być hasło lokalnej tablicy turystycznej, tak wiele razy słyszałem to pytanie. Byłem tam tylko kilka dni i gdy mieszkańcy zdawali sobie sprawę, że nie jestem miejscowym, było to dla nich pewnym (ale pozytywnym) zaskoczeniem.  To uczciwe pytanie, ale odpowiedzieć mogłem tylko „cóż, dlaczego nie?". Odwiedzałem moją przyjaciółkę Maddy, mieliśmy plan, a ja miałem również zaplanowany dzień w Seattle , odwiedzając innego przyjaciela i…podziemia. A właściwie, dlaczego by nie zobaczyć Portland?

Jak (nie) radzić sobie z jetlagiem

Pierwszym wyzwaniem, jak zawsze przy takich wyjazdach, był jetlag. Ale i na to miałem plan. Podróż była długa — z wczesną pobudką, aby dostać się na lotnisko w Pradze i przerwą w Londynie — w sumie 22 godziny. Tak więc, po przybyciu około 18:30 czasu lokalnego, Maddy odbiera mnie z lotniska — witaj! - zostawiamy bagaż w moim Airbnb i ruszamy w miasto. Pomysł był taki, że jeśli uda mi się nie zasnąć do powiedzmy, 22:00, będę mógł spać potem przez 12 godzin, a następnego dnia rano będę świeży jak wiosenna trawka. Co poszło nie tak? Wpadliśmy do lokalnego baru, tuż przed ich cotygodniowym wieczorem quizowym. Kilka piw później byłem już około 24 godzin bez snu i cicho, lekko histerycznie mamrotałem odpowiedzi do siebie („Fidżi”, „bitwa o Bulge", „Damon Hill”, „1986”). Maddy z każdym kęsem swojej kanapki przeżuwała więc świadomość, że popełniła straszny błąd.

Portland

ogród różany w Portland Portland zasługuje na przydomek Miasta Róż — Dawid Szmidt

Plan nie spalił jednak całkowicie na panewce i udało mi się obudzić — jeśli nie świeżym jak stokrotka, to na pewno w nastroju do działania. Maddy, jak to ma w zwyczaju, przygotowała listę lokalnych atrakcji, więc wyruszyliśmy do Ogrodu Różanego. Delikatny spacer po doskonale utrzymanym parku był idealnym sposobem na orzeźwienie i przypomniał mi, że nie bez powodu Portland nazywa się Miastem Róż. mężczyzna na zielonej welurowej sofie w Pittock Mansion David osiedla się w Pittock Mansion — David Szmidt Stamtąd udaliśmy się do Pittock Mansion. Oczywiście nigdy wcześniej nie słyszałem o tym miejscu i nie wyglądało to zbyt obiecująco z zewnątrz, po prostu duży dom z początku XX wieku. Cóż, był totalnie zachwycający. Zbudowany przez wydawcę Henry’ego Pittocka, dom nie tylko opowiada historię rodziny, ale także samego Portland; Pittockowie i ich wpływy, filantropia i dobroczynność przypadały na lata, w których Portland rozwinęło się z nadrzecznego zaścianka do największego miasta Oregonu . Każdy pokój jest przemyślanie udekorowany i ma wystarczająco dużo dobrze dobranych opisów, aby usatysfakcjonować rządnych informacji zwiedzających, bez przytłoczenia ilością tekstu — coś, czego w tym zdaniu nie udało mi się osiągnąć. To jest naprawdę doskonałe. Brawa dla wszystkich zaangażowanych. widok na ogródek restauracyjny i budynek z muralem z napisem zeus cafe McMenamins to sieć restauracji, ale każdy z ich lokali ma swój własny charakter — Dawid Szmidt

Udaliśmy się do śródmieścia i poszliśmy na lunch do McMenamins. Właściwie warto tu wyjaśnić: jednego z wielu McMenamins, ponieważ są one swego rodzaju instytucją w Pacific Northwest. Browar działa od 1983 roku, a ich zwyczajem jest kupowanie zmagających się z problemami pubów, hoteli, restauracji, miejsc muzycznych itp. i rewitalizowanie ich pod marką McMenamins. Każdy z nich jest urządzony z wyczuciem historii miejsca, piwo jest świetne, a wszystko w rozsądnych cenach. (Dla odniesienia, lunch tego konkretnego dnia był w Zeus Cafe w Crystal Hotel , podczas gdy w pobliżu swojego noclegu na okazjonalne piwo lub trzy mogłem wpadać do Barley Mill Pub ). Najedzeni i po odkryciu, że moje preferencje dotyczące przyrządzania jajek odbiegają od średniej — nawet nie wiedziałem, że mam preferencje dotyczące jajek! - zeszliśmy na dół do Powell’s City of Books . Miasto książek, wyobrażasz to sobie?! Książki, zarówno nowe, jak i używane, rozłożone na trzech piętrach praktycznie całego bloku. Błądziliśmy raczej bez celu, niewiedząc od czego zacząć — wybór był wręcz przytłaczający. Zdecydowałem się na koszulkę Powell’s przedstawiającej wilka stojącego na stosie książek . Byłem bardzo szczęśliwy. Przejście przez most św. Jana w Portland Przejście przez most św. Jana — Dawid Szmidt Wracając, nadłożyliśmy trochę drogi, by podziwiać most św. Jana, który przekroczyliśmy, a następnie skoczyliśmy porobić mu zdjęcia z Parku Katedralnego. Po wielu okrzykach typu “jakiś wspaniały most” mogliśmy skończyć zwiedzanie i szykować się do tego, by następnego dnia zacząć wcześnie.

Przełom rzeki Kolumbia

Pomysł był taki, żeby trochę pojeździć po okolicy, zatrzymując się w różnych miejscach podziwiać widoki, coś zjeść i oczywiście dowiedzieć się czegoś o rybach. widok na rzekę z góry Spektakularny widok z Cape Horn — Dawid Szmidt

Wyjechaliśmy z miasta w pełnym słońcu , dym z pożarów wysoko na wzgórzach ustępował, odsłaniając błękitne niebo. (Dowiedziałem się, że pożary te były głównym tematem rozmów i uzasadnionych obaw wśród mieszkańców. Normalnie spadłby już deszcz, który by je ugasił, ale był to kolejny niepokojący przykład, że zmiany klimatyczne są… no nie są normalne, ale są akceptowane z poczuciem bezsilności). Próbując odłożyć tę przygnębiającą myśl na bok, pojechaliśmy na północny wschód, wjeżdżając do Waszyngtonu (odhaczone!), i na punkt widokowy Cape Horn. Kiedy autostrada skręciła w lewo, widok otworzył się pod nami, a my zatrzymaliśmy się na poboczu podziwiać wspaniałą panoramę wijącej się poniżej potężnej rzeki. Trudno było się powstrzymać przed wyśpiewaniem z głębi trzewi Johna Denvera, ale pamiętając o tym, że byli tam inni ludzie i to była strasznie długa droga w dół, zdecydowałem się zwalczyć to pragnienie. Dalej zatrzymaliśmy się na lunch w cudownie nazwanym hrabstwie Skamania („sekcja dęta i skoczne gitarowe rytmy dla całej rodziny!”) oraz w sennym nadrzecznym miasteczku Stevenson. Clark and Lewie’s to nadbrzeżna restauracja z drewnianym patio i wyborem lokalnych piw, dość popularna w okolicy. most o ażurowej konstrukcji Most Bogów — Dawid Szmidt Zadowoleni, ruszyliśmy dalej, aby przekroczyć rzekę nie byle jak, bo  Mostem Bogów. Dramatyczna nazwa i dramatyczna struktura: wrzecionowata pajęczyna stali z 1926 roku. Będąc pod wrażeniem, zawróciliśmy i udaliśmy się na zachód wzdłuż oregońskiej strony rzeki, a za kilka mil znaleźliśmy się w Bonneville Fish Hatchery. Niekoniecznie tego oczekiwałem, ale okazało się, że jest to przyzwoite miejsce, takie, które przyciąga rodziny z dziećmi o imieniu Bobby i Ed Jr, o swobodnie potarganych włosach, do których mówi się „kumplu”. Miało ono po prostu klimat lat 50-tych, ze swoimi pobielanymi budynkami z desek, zielonymi trawnikami i delikatnie sformułowanymi znakami, które nie pouczają, że nie należy robić pewnych rzeczy, ale po prostu sugerują, że może to być raczej zły pomysł. Uważam, że to całkiem urocze, a my dowiedzieliśmy się wiele o jesiotrze, taki bonus. Multnomah Falls wodospad z kamiennym mostem Multnomah Falls to najpopularniejsza atrakcja przyrodnicza w tym regionie USA — Dawid Szmidt Kolejne 15 minut na autostradzie i dotarliśmy do parkingu na środku drogi naprzeciwko wodospadu Multnomah (189 metrów wysokości) - najczęściej odwiedzanej naturalnej atrakcji w Pacific Northwest. Na szczęście w to październikowe popołudnie nie było to tak odczuwalne, a my mieliśmy przestrzeń do wędrowania, robienia zdjęć i komentowania tego, jak imponująca potrafi być spadająca z góry woda . Trzeba przyznać, że, jako punkt turystyczny, miejsce zostało dobrze przygotowane. Sztuczny kamienny most, który tu dodano jest na tyle gustowny, że stanowi dodatkową oprawę dla widoków. Oznakowanie było wystarczająco informacyjne, ale (znów) nie zbyt rozbudowane, a stromy i kręty szlak poprowadzono tak, by dać chętnym możliwość wspięcia się na szczyt klifu. My nie byliśmy chętni, kilka niższych punktów widokowych zdobyliśmy nie bez trudu. Moje pierwsze dwa pełne dni w Portland były wspaniałe. Obiecano mi, że będzie tylko lepiej. Nie mogłem się doczekać. Obserwuj Kiwi.com Stories , i zajrzyj do drugiej części przygód Davida na Oregon Trail!